Eindhoven, Holandia. Zwykły wtorek po południu. Parking przed Albert Heijn przy Heerbaan jak zawsze pełen Polaków po zmianie. I nagle… jeden z „naszych” postanawia, że toaleta w sklepie jest za daleko.
Na oczach klientów, kamer monitoringu i holenderskich rodzin z wózkami **facet po prostu spuścił spodnie i nasrał na samym środku parkingu**. Na asfalcie. Między samochodami. Jakby był u siebie w polu po żniwach.
Świadkowie nie wierzyli własnym oczom. Holenderka z dzieckiem na rękach nagrywała wszystko drżącą ręką. Inni Polacy, którzy stali obok, odwracali głowy ze wstydu. Bo każdy z nas wie – jak jeden taki „kolega” coś odwali, to za chwilę cały sklep będzie szeptał: „znów ci Polacy…”.
Ile razy już słyszeliśmy to zdanie?
Ile razy tłumaczyliśmy Holendrom, że jesteśmy tu po to, żeby pracować, a nie robić z siebie pośmiewisko?
Tysiące Polaków w Eindhoven, Tilburgu, Helmondzie i Bredzie codziennie wstają o 5 rano, harują na magazynach, halach i budowach, płacą podatki i starają się nie rzucać w oczy. A jeden debil w ciągu 30 sekund niszczy wizerunek nas wszystkich.
W grupach na Facebooku już wrze:
„Ja tu od 12 lat mieszkam i wstydzę się wychodzić z domu”
„Przez takich jak on Holendrzy patrzą na nas jak na dzikusów”
„Czas skończyć z tym, że każdy cham z Polski reprezentuje całą diasporę”
Bo tak właśnie jest.
Jeden gość z kupą na parkingu Albert Heijn właśnie dał Holendrom idealny argument, żeby znowu mogli powiedzieć: „widzicie? Oni się nie zmienią”.
Polsko, obudź się.
Nie chodzi już o to, że „jeden idiota”. Chodzi o to, że przez takich jak on tracimy szacunek, którego budowaliśmy tu latami.
I niech ten ktoś wie – jak kiedyś wrócisz do Polski i będziesz opowiadał, jaki to „fajny żart” zrobiłeś w Holandii – pamiętaj, że tysiące Polaków w Niderlandach do dziś się za Ciebie rumieni.
Wstyd. Po prostu wstyd.